niedziela, 18 lutego 2018

Wychować kalekę

Po tym tekście pewnie posypią się na mnie słowa krytyki, że co to ja nie jestem, że oceniam innych i się wymądrzam. Wiem, że w swoim środowisku nie powinno się źle o nim wypowiadać, czasami mówi się, że nie powinno się robić do swojego akwarium. Jeśli komuś nie odpowiadają słowa krytyki to niech skończy czytanie w tym miejscu.

Każdy rodzic chce wychować swoje dziecko jak najlepiej, no prawie każdy. Rodzic zrobi wszystko aby ułatwić życie swojemu dziecku. Nie inaczej jest wśród rodziców dzieci niepełnosprawnych czy zwyczajnie chorych. Taki rodzic dodatkowo stara się zniwelować objawy niepełnosprawności czy choroby. Chce aby jego dziecko poczuło się jak jego zdrowy rówieśnik. Jak najbardziej tak powinno być.

Istnieje jednak coś takiego jak skrajność czy nadgorliwość a to nie jest dobry kierunek. Właśnie nadopiekuńczość może przynieść odwrotny skutek niż zakładamy. Oczywiście są sytuacje, kiedy dziecku trzeba pomóc "z czymś sobie poradzić". Jednak ważne jest też aby nauczyć dziecka jak "z tym czymś sobie poradzić". Trzeba jak najlepiej nauczyć dziecko aby dawało sobie radę z napotkanymi przeciwnościami. Wtedy będziemy mogli być spokojni o to, iż w przyszłości da sobie radę
Niech dziecko stawia sobie cele żeby później odbierać za to nagrody.
Fot: Walusza Fotografia

Co chwilę w środowisku cukrzyków słychać, że jakieś dziecko nie dostało na komisji pkt 7 i 8. Płacz i złość matki sięga zenitu wtedy bo jej 14 latek musi dać sobie sam radę. No może czas najwyższy. Rozumiem, że kilkuletnie dziecko z cukrzycą potrzebuje stałej opieki ale nastolatkowie to już raczej powinni sami dbać o siebie. Skoro dzieci w pierwszych klasach szkoły podstawowej potrafią dać sobie radę same to starsze dzieciaki tym bardziej.

Czasami wydaje mi się, że na punktach 7 i 8 bardziej zależy tym, którzy chcą sobie po prostu posiedzieć w domu. Skąd taka opinia ano z powodu postów w internecie. Nie raz już mi się udało przeczytać, że matka ledwie co zdążyła się ubrać i pojechać do szkoły aby zrobić pomiar. Skoro dziecku zostały przyznane punkty mówiące o potrzebie stałej opieki to o jego matka robiła w domu jak dziecko było w szkole bez opieki? Oczywiście to skrajny przypadek ale jednak miał miejsce. Więc może lepiej nie opisywać na forum publicznym takich sytuacji. Po takim wpisie to ja czuję się jak czyjś sponsor.

Wracając do samego wychowania to dzieci uczą się od nas i skoro my nie dajemy sobie rady to jak one mają dać sobie radę. Jak rodzic nie potrafi radzić sobie z napotkaną sytuacją i idzie drogą na skróty to dziecko zrobi to samo. Coraz więcej nas dorosłych przestaje w ogóle radzić sobie z problemami i czeka na ich rozwiązanie przez innych zamiast samemu wziąć się do roboty. Prostym przykładem są ciągle powtarzające się posty z podstawowymi pytaniami: ile waży popcorn w kinie, jakie są prawidłowe wartości glikemii, ile WW ma drożdżówka i masa innych. Na te czy inne pytania odpowiedzi kryją się w internecie i łatwo je znaleźć.  No ale my wolimy poczekać na gotową odpowiedzieć nie trudząc się za bardzo przy jej szukaniu.

Spacer w Beskidach. Obserwacja przyrody to jeden z lepszych nauczycieli.
To jest właśnie prosta droga do tego aby wychować kalkę. Kalekę dlatego, że nie będzie sama dawać sobie rady bo nikt jej wcześniej tego nie nauczył. Będzie głównie czekało aż ktoś wykona wszystko koło niej a odpowiedzi nie będzie w ogóle szukać tylko będzie czekać na gotowe. Dzieciaki potrzebują samodzielności a w dzisiejszych czasach można mieć kontrolę nad dzieckiem na odległość, jednocześnie dając mu swobodę. Wszechobecne telefony, internet, komputery mogą być sprzymierzeńcem a nie złem koniecznym. Dlaczego by nie pozwolić im przejąć obowiązków związanych z chorobą.

Nie, nie wiem wszystkiego ale widzę co się dzieje i jestem przekonany, że niektóre sprawy idą w złym kierunku. Trzeba nam rodzicom wychować dziecko tak aby było silne i szło do przodu a nie było tylko ciężarem dla kogoś w przyszłości.


Niech dobry cukier będzie z Wami.

niedziela, 28 maja 2017

5 piątka dla Bartka

Nie umiem pisać recenzji z biegów, prawdę mówiąc to kiepsko idzie mi pisanie o czymkolwiek. Jest jednak raz w roku taki bieg o którym warto coś napisać. 5 piątka dla Bartka jak sama nazwa sugeruje to bieg na dystansie 5 km, któremu towarzyszą biegi dla dzieci na dystansie 400 i 800 metrów. W tym roku tradycyjnie Kajtek wystartował na dystansie 800 metrów a później z nami w biegu głównym na 5 km. Przed biegiem cukier 106, aktywna insulina jest więc się dosładzamy. Po biegu cukier 86 i zabawa przy kurtynie wodnej. Tyle z suchych faktów, więcej nie ma sensu tu pisać.



Piątka dla Bartka to bieg, gdzie dystans i czas jego pokonania dla większości osób schodzi na dalszy plan. Wiadomo ktoś musi wygrać a ktoś musi być ostatni, jednak nie to jest najważniejsze. Najważniejszy jest mały Bartek. Bartek to mały chłopiec, który urodził się bez stopy, jednak tą małą niedogodność ma zwyczajnie gdzieś a jego rodzice z braku stopy u swego syna stworzyli jedyną w swoim rodzaju broń. Broń, którą mogą a nawet muszą wykorzystywać wszyscy rodzice na świecie.



Karolina i Damian to prawdziwe wzory jak niepełnosprawność dziecka przekuć w siłę. Pokazali wszystkim jak należy walczyć z przeciwnościami losu. Dlatego to Karolina jako jedna z pierwszych osób dowiedział się, że mój syn zachorował na cukrzycę. Wiedziałem, że nikt nie zrozumie tego lepiej niż ona. Warto w tą jedną niedzielę w roku przejechać te kilkaset km i uściskać ich.



Dla cukrzyka ten bieg powinien być wyznacznikiem jak walczyć z przeciwnościami losu. Brak stopy czy cukrzyca to żadne wymówki. Dziecku trzeba pokazać, że niepełnosprawność w życiu codziennym powinna zejść na drugi plan inaczej można by zwariować. 


Takich imprez biegowych na pewno znajdzie się wiele, rodzice Bartka nie są jedyni. Jednak oni są najbliżsi memu sercu. To dzięki nim dzisiaj na cukrzycę Kajtka patrzę z góry i wiem, że robię dobrze. Karolina i Damian nauczyli mnie jak być rodzicem dziecka niepełnosprawnego. Każde spotkanie z nimi to dla mnie zaszczyt. Ile bym nie napisał to zawsze będzie mało.

Dziękuję
Tata cukrzyka

czwartek, 25 maja 2017

Co mi przyniosła cukrzyca typu 1 mojego dziecka.

Kiedy wszystko szło w miarę gładko bez większych problemów, pojawiła się ona. Cukrzyca typu 1 u dziecka to szok, zresztą każda cięższa choroba potrafi zwalić z nóg większość rodziców. Szpitalne sale jakoś nigdy nie napawały mnie wielką radością, wolałbym siedzieć na kanapie w ciepłym domu niż na metalowym łóżku w kilkuosobowej sali. Niestety pobyt w szpitalu nie należał do zbyt przyjemnych. Choć muszę przyznać, że personel robił co mógł aby ten pobyt był jak najmniej stresujący. No może prawie cały personel.

Po wyjściu ze szpitala czekało nas całkiem nowe życie. Przynajmniej tak to wtedy wyglądało. Trzeba było się wszystkiego nauczyć. W pierwszej kolejności trzeba było opanować stres i zacząć racjonalnie myśleć. Tylko w ten sposób można było pojąć wszystkie nauki zawiązane z cukrzycą. Dawki insuliny, spożywane węglowodany, białka i tłuszcze, korekta, indeks glikemiczny, hemoglobina glikowana, hipoglikemia i hiperglikemia wszystko to było nowe i nieznane. Jednak jak się okazało to szybkie do przyswojenia i zrozumienia. Wszystkie nowe definicje i zależności pomiędzy nimi dały możliwość szybkiego powrotu do normalności.

Jak się dosyć szybko okazało w naszym dotychczasowym życiu zbyt wiele nie uległo zmianie jak to się na początku mogło wydawać. Kajtek szybko wrócił do szkoły, która go ciepło przyjęła. W dużej mierze przyczyniła się do tego jego Pani wychowawczyni, która wspaniale wszystko zorganizowała. My wróciliśmy do pracy, wszystko po staremu.



Jednak nie tak do końca. Cała rodzina musiała nauczyć się żyć z cukrzycą dziecka. Po pewnym czasie wszystko co z nią związane zaczęło być raczej rutyną a nie obciążeniem. Wiadomo, kłócie się po palcach kilkanaście razy na dobę czy podawanie insuliny jest kłopotliwe. Rodzić bez mrugnięcia okiem oddał by swoje palce do pomiaru cukru jakby to było możliwe. Niestety tak się nie da. Jednak z drugiej strony dzięki tym kilku niedogodnością moje dziecko żyje i ma się całkiem dobrze. Może robić co tylko chce (oczywiście tylko to na co ja pozwalam), chodzi do szkoły, bawi się z kolegami na podwórku, spędza aktywnie czas z nami rodzicami.

Więc co nam dała ta cukrzyca? Przede wszystkim zaprowadziła w rejony życia wcześniej nie odkryte jakimi jest budowanie normalności, której brakuje choremu. Pokazała, że nie ma rzeczy niemożliwych, jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia. Cukrzyca nie dominuje życia, jest jakby dodatkiem, który musi z nami być. Przy okazji zweryfikowałem moje ateistyczne poglądy, okazało się że jednak w coś wierzę... w glukometr i insulinę.



Dzięki tej chorobie delikatnie liznąłem problemów rodziców dzieci niepełnosprawnych. My rodzice słodziaków mamy w miarę normalne życie. Możemy spokojnie patrzeć jak nasze dzieci rosną. Niestety nie każdy rodzić ma takie szczęście. Dlatego irytuje mnie ciągłe użalanie się nad sobą. Nie mógłbym spojrzeć rodzicowi dziecka z nowotworem w twarz jeśli bym się użalał nad swoim dzieckiem. Zawsze będę twierdził, że mam szczęście iść w nocy zmierzyć cukier dziecku. Są rodzice, którzy nie mają takiej szansy... ich dzieci nie dały rady... Tych rodziców jest mi żal i im współczuję.

Co najważniejsze poznałem wiele wspaniałych osób. Z czasami wirtualne znajomości przerodziły się w spotkania w realu i tylko potwierdziły jacy to wartościowi ludzie. Niektórzy sami chorują a inni są rodzicami, każdy z nich robi coś aby pokazać gdzie jest miejsce dla cukrzycy. Jedni uprawiają sport i motywują innych, pomagają dzieląc się swoim doświadczeniem. Drudzy wspaniale wychowują swoje dzieci, które są świadome swojej choroby i potrafią sobie z nią radzić. Dzięki takim wzorom wiem, że idę w dobrą stronę.

Trzymajcie cukier
Tata cukrzyka

wtorek, 13 grudnia 2016

Libre kontra NFZ

Na temat tego urządzenia pojawiło się już wiele publikacji. Oczywiście jednym system odpowiada i sprawdza się w stu procentach a u innych zupełnie nie zdaje egzaminu. Nasza rodzina właśnie startuje z użytkowaniem nowego sprzetu, mam nadzieję, że u nas się sprawdzi. 

Sam system jest wypadową CGM (ciągły monitoring glikemii) a tradycyjnego glukometru. Cukrzykom nie ma co tego przedstawiać bo oni wiedzą doskonale na czym to polega. Jednak tak w skrócie dla osób niewtajemniczonych FreeStyle Libre pozwala na praktycznie bezinwazyjny pomiar glikemii. Jedyne co, to co dwa tygodnie należy wymienić sensor. Kajetan uważa to za bezbolesne więc strachu nie ma.

Samo urządzanie jest bardzo udanym produktem i nie chcę tu wychwalać producenta bo jeszcze mi za to nie zapłacił :) ale dzięki temu systemowi naprawdę można lepiej kontrolować swoją cukrzycę. Wynik trzeba umieć zinterpretować i nie można go w tym samym czasie porównywać do wyniku z glukometru. Jednym słowem wielkie ułatwienie dla chorego.

Jednak koszt utrzymania jest jak na Polskie warunki dosyć wysoki. Nie każda rodzina jest w stanie udźwignąć ciężar kosztów tego urządzenia. Ponad 500 zł miesięcznie to bardzo dużo. Brak refundacji NFZ powoduje, że wielu pacjentów rezygnuje z zakupu tego systemu.

Leczenie cukrzycy to spory wydatek. Szkoda tylko, że NFZ nie bierze pod uwagę rezygnacji z zakupu pasków do glukometru przez użytkownika Libry. Dobrym ukłonem w stronę diabetyków było by przeniesienie kwoty refundacji z pasków na sensory. Nawet nie musiało to by być procentowe bo wiadomo sensory są droższe i ryczałt wyszedł by wyższy. Jednak skoro NFZ w swojej dobroduszności dopłaca nam do pasków przykładowo 300 zł miesięcznie to mógłby też tą samą kwotę 300 zł przeznaczyć na dofinansowanie do systemu FGM.

Niestety nasz system zdrowia uważa, że skoro nie korzysta się z pasków to kasa już przepada i można ją gdzie indziej przenieść. Kiedy to w naszym kraju będzie wszystko logiczne? Raczej szybko się to nie zmieni. Więc ci zamożniejsi pozwolą sobie na system FGM lub CGM a reszta dalej będzie się kuła po palcach. Od taki postęp technologiczny naszej służby zdrowia.

Rozumiem wysoki koszt CGM i kłopoty z refundacją, która wydaję się teraz coraz bliższa. Jednak nie jest ona taka różowa. CGM będzie tylko dla wybrańców w dodatku obejmie jedynie dzieci. Które dziecko będzie miało odpowiednią pompę to dostanie ciągły monitoring, reszta niestety nie wiadomo czemu nie zasługuje na takie udogodnienie. A co z dorosłymi? Przecież taki dorosły, który będzie miał lepsze metody leczenia, będzie wiecej pracował a przez to przyniesie więcej pieniedzy do budżetu. Więc po co ich skreślać? Pomijając to dziwi mnie, że mimo tak łatwego sposobu FGM nie jest refundowany przynajmniej w tej części w jakiej refundowane są paski testowe do glukometru.

W spólnym worku jakim jest NFZ ciągle brakuje pieniędzy i to na wszystkich płaszczyznach, nawet papieru toaletowego nie ma w ubikacjach. W końcu cukrzyca nie jest jedyną chorobą a przypuszczam, że reszta chorych boryka się z takimi samymi kłopotami jak diabetycy lub nawet gorszymi. To taki surwiwal fundowany chorym aby zbyt łatwo nie było. Ponarzekać można ale też trzeba coś z tym zrobić... Tylko jak?
   
Tata

niedziela, 13 listopada 2016

Za dużo cukru.

Dzisiaj mój przyjaciel napisał mi, że ma już za dużo tego cukru i prosi o tematy sportowe, związane z Kajtkiem a nie cukrzycowe. Jakby tego nie interpretować to ma rację. Bo kim jest cukrzyk? Przede wszystkim jest normalnym człowiekiem. Ma swoje pasję, humory, płacze i się cieszy bez związku z cukrzycą.

Więc co takiego robi nasz Kajetan oprócz mierzenia cukru i podawaniu insuliny? Otóż od września systematycznie chodzi na basen. Nie jest to basen w którym się wygłupia i wariuje. Młody pływa bitą godzinę. Mamy wspaniałą Panią trener, która stara się nauczyć naszego syna pływania. Oczywiście bywają też wypady czysto zabawowe i wtedy szalejemy ile się da w wodzie.

Dodatkowo dwa razy w tygodniu chodzimy na zajęcia judo. Kajtek ubiera judogę i wskakuje na matę. Ja mam wtedy kilka chwil dla siebie. Jego treningi odbywają się tuż przy bieżni lekkoatletycznej, więc korzystam z jej dobrodziejstwa i biegam na tyle ile czas mi pozwala no i moje stare nogi. To moje ulubione treningi syna ;)

Zajęcia te Kajetan wybrał sobie sam, no może poza basenem, na który ukierunkowaliśmy go my rodzice. Lubi jednak obydwa zajęcia i obydwie Panie trenerki. Tak, młody ma szczęście i uczą go tylko młode kobiety.

Tydzień temu Kajtek na koniec sezonu biegowego odebrał upragnioną statuetkę Wiewiórki. Zasłużył na nią jak mało kto. Aby ją zdobyć trzeba było zaliczyć osiem biegów po cztery kilometry z hakiem. Nie chce porównywać go do jego rówieśników czy też do ludzi zasiadających na kanapach, jednak takie porównanie cisie się samo z siebie.

Wiewiórka zdobyta.
Skoro ośmiolatek tyle potrafi to ile mógłby dokonać dorosły człowiek. Niestety dorosły człowiek woli grzać tyłek w domu. Cóż taki jego wybór.

To że cukrzyca nie przeszkadza w niczym to sprawa oczywista. Jednak nie było dla mnie oczywistą sprawą, że mogę komentować osiągnięcia mojego syna bez tła cukrzycowego. Czasami trzeba odpuścić aby człowieka nie zemdliło z tych słodkości. Dzięki Michał.

To my dyktujemy jak ma się toczyć nasze życie.

Byliśmy dzisiaj na imprezie biegowej, jako kibice. Taka obecność również jest ważna, takie poczucie tej atmosfery z drugiej strony jest ciekawym doświadczeniem. Nie biegaliśmy ale emocje były odczuwlne. Dobrze było wyjść z domu i spędzić te dwie godziny na świerzym powietrzu.

Kibicowaliśmy między innymi mamie.
Jak to przeczytałem dzisiaj: "A cukier? No, chyba nie o niego tutaj chodzi, nie? Kij mu w oko." Trudno się z takim stwierdzeniem nie zgodzić. Skoro mowię, że cukier to nic takiego to czemu on ma dominować w tym o czym piszę? Chyba nie ma większego powodu. Czas na odpowiedni balans.

Tata

wtorek, 25 października 2016

Odpoczynek opiekunów małych cukrzyków.

Jak to jest z opiekunami małych cukrzyków, czy oni zasługują na chwilę wytchnienia? Ciągle trzeba przeliczać ilość jedzenia na dawkę insuliny. Noc to ciągłe czuwanie aby nie było za wysoko czy też za nisko. Każdy odchylenie od średnich wartości to stres i szybka reakcja aby wrócić na odpowiedni poziom. Jak od tego odetchnąć?

Często czytam jak rodzice dosłownie wykrzykują jak to cukrzyca może dokopać. Mają rację. Cukrzyca to paskudna choroba. Wywraca życie rodzinne do góry nogami. Trzeba nauczyć się wszystkiego od nowa. Nigdy już nie będzie takiej beztroski jak wcześniej. Wszystko podporządkowane tej cholernej cukrzycy. Wszystko to wydaje się straszne.

Jednak okropieństwo cukrzycy ma też swoje dobre strony. Wiem, że to stwierdzenie nie przypodoba się wielu osobom. Spójrzmy jednak na to z dystansu. Jakie zalecenia co do diety i trybu życia ma cukrzyk? Jedyne co jest zalecane to zdrowy tryb życia czyli to co każdemu człowiekowi, bez znaczenia czy na coś choruje czy nie. Insulinoterapia, liczenie posiłków, pomiary cukrów to obowiązek, który przypadł nam rodzicom. Ale i te klocki idzie poukładać tak aby nie przeszkadzały codziennie.

Ja też wstaje w środku nocy aby zrobić pomiar cukru. Na wysoki czy niski cukier reaguje wtedy ja automat, bez uczucia. Wynik zawsze pozostaje gdzieś daleko są to wtedy dla mnie tylko cyferki, ja i tak na niego zareaguje, zrobię co trzeba i pójdę dalej spać. Ważne jest to, że mogę wstać i w nocy iść do mojego dziecka. Tak, niektórzy nie mają takiego szczęścia i nie mają jak pomóc swojemu dziecku.

Wstyd o takich problemach pisać. Są rodziny, które zmagają się z niewyobrażalnie większymi problemami. Wstyd...

Może w takiej sytuacji potrzebne jest zachowanie równowagi, która istniała przed chorobą. Jeśli były jakieś plany to dlaczego ich nie realizować? Powrót do tego co było to połowa sukcesu dla rodzica dziecka z cukrzycą. Realizacja wcześniejszych planów i zamierzeń powinna być odpoczynkiem od cukrzycy.

Rodzice cukrzyka realizujący swoje plany.
Wielu osobom wyda się to samolubne, że choroba dziecka nie zawsze jest na pierwszym planie. Ale odpoczynek należy się  każdemu. Nie ważne czy dla rodzica czy dziecka, każdy powinien mieć chwile bez myślenia o cukrzycy. Cukrzyca jest taką chorobą, która pozwala na realizację samego siebie. Jestem nawet stwierdzić, że ta realizacja to obowiązek. Jeśli miałbym pokazać mojemu dziecku tylko i wyłącznie smutek, to gdzie by to go zaprowadziło? Żadnych planów ani perspektyw tylko cukrzyca do końca życia. Nie było by to zbyt optymistyczne.

Ostatnio z żoną wybraliśmy się na III Półmaraton Gliwicki. Bardzo dobry sposób aby zachować tą równowagę pomiędzy obowiązkiem opieki nad chorym dzieckiem a odpoczynkiem od tego obowiązku. Właśnie takie rzeczy sprawiają, że głowa się resetuje i można na świeżo patrzeć na problemy małego cukrzyka.

Foto: Hyundai Keller Gliwice
Tak na metę wbiegają rodzice cukrzyka. Głowa odświeżona to można działać, gdyż właśnie w chwili przekraczania linii mety, mieliśmy telefon aby przeliczyć młodemu jedzenie bo zgłodniał. Nie trzeba od razu biegać, można przeczytać książkę, posłuchać muzyki, wyjść do kina czy wyjechać na wycieczkę gdzieś za miasto. Oczywiście wszystko to można robić razem z małym cukrzykiem. Wszystko po to aby oderwać się od tej szarości. Po takich zabiegach ta szarość zaczyna nabierać kolorów.

To co my rodzice robimy będzie przekładało się na nasze dziecko. Dlatego warto pokazać dziecku inny świat, taki bez cukrzycy. Trzeba też pokazać, że w świecie bez cukrzycy diabetyk bardzo dobrze funkcjonuje. Więc im szybciej znajdzie się tą równowagę pomiędzy chorobą a odpoczynkiem od niej to tym szybciej nasze dziecko zrozumie, że cukrzyca to nie problem.

Problem z cukrzycą w wielu przypadkach siedzi w głowie. To nie nocne wstawanie, hipo czy hiperglikemia, przeliczniki czy insulina, to właśnie głowa sprawia, że mamy niepełnosprawne i chore dziecko. Jeśli głowa pozwoli to będziemy mieli, zdrowe i kochane dziecko przy sobie. A cukrzyca.... cóż nie każdy ma to szczęście być tak słodkim cały czas.

Tata

niedziela, 25 września 2016

Jest lekarstwo na cukrzycę!

Odkąd jestem w środowisku cukrzyków, to co chwilę słyszę, że wszyscy producenci medykamentów są w zmowie przeciwko chorym. Ponoć od dawna jest już lekarstwo na cukrzycę, tylko jakoś nikt nie chce go wprowadzić do obiegu. Jeśli by okazało się, że lekarstwo istnieje to producenci insuliny stracili by zyski. Wytwórcy glukometrów i pomp insulinowych mogli by pozamykać swoje fabryki. Ile firm by zbankrutowało, tysiące ludzi poszło by na bruk bo byli by już nie potrzebni. Interes musi się kręcić więc nikt tego lekarstwa nie wypuści na rynek. Niech chorują i cierpią a my im za grubą kasę będziemy sprzedawali insulinę aby trochę dłużej pożyli i znowu potrzebowali glukometrów i igieł do penów.

Ja jakoś nie wierzę w takie teorie spiskowe. Może dlatego, że nie oglądam już od lat telewizji i filmów. Jakoś nie potrafię zrozumieć jak w realiach wolnego rynku ktoś zataja swój produkt bo ktoś inny mógł by na tym stracić. Jeśli firma X jest producentem insuliny i glukometrów a z drugiej strony jest firma Z posiadająca lekarstwo na cukrzycę, to niech mi ktoś teraz wyjaśni co firmę Z obchodzi firma X? Mamy wolny rynek i jeśli ja mam towar to mam gdzieś innych producentów. To ja mam zarobić a ich mam głęboko gdzieś. W ten właśnie sposób działa wolny rynek.

Jeśli ktoś by miał lekarstwo na cukrzycę to nie patrzył by się na innych tylko by to wypuścił na rynek i zgarnął fortunę. Takie jest moje zdanie. Pomijam już fakt jakim ogromnym obciążeniem finansowym są diabetycy dla każdego systemu zdrowotnego w poszczególnych państwach. Niektóre rządy mają ogromne wpływy na przemysł farmaceutyczny i jeśli by tylko coś wywęszyły to już nie ma zmiłuj się, lek musiałby się pokazać. Żaden rząd nie przepuściłby takiej okazji na oszczędności. Pomijam fakt, że zaoszczędzone pieniądze były by pewnie źle spożytkowane ale to już inna bajka.

Całkiem inna historia jest z pompami insulinowymi a raczej z ich ceną, która wydaje mi się grubo przesadzona. Jednak  i tutaj kłania się prawo wolnego rynku i dopóki jest klient, który za to płaci to dany towar będzie trzymał cenę.

Wiem, że cukrzyca to ciężki kawałek chleba ale nie ma co panikować. Jeśli człowiek zaczyna panikować to wtedy chwyta się każdej możliwej sposobności aby przetrwać. Dlatego powstają takie teorie spiskowe jak to, że jest już lek na cukrzycę. Przestajemy wtedy racjonalnie myśleć i zapętlamy się w takie historie. Może czasami lepiej "wyjść z siebie i stanąć obok", aby spojrzeć na to wszystko chłodnym okiem i zacząć działać a nie siedzieć, rozmyślać  i czekać.

Bardzo bym chciał aby to lekarstwo już było ale póki co trzeba iść do przodu. Cukrzyca to nie koniec świata można z nią żyć i to całkiem normalnie. Swoje siły i działania staram się przeznaczyć na to aby moje dziecko miało normalne dzieciństwo z normalnymi cukrami. Nie mam zamiaru zastanawiać się nad spiskiem farmaceutów. Wolę myśleć nad tym co tu zrobić aby nie spóźnić się na trening judo dziecka. Korzyści też nie przynosi ciągłe zastanawianie się dlaczego? Skoro lekarze nie są w stanie podać jednoznacznej przyczyny cukrzycy, czy to genetyczne a może od szczepionek lub cesarskiego cięcia a może jednak dieta, czy może jednak bóg tak chciał. Ja nie jestem mądrzejszy od nich więc nic nie wymyślę sensownego. Jedyne co mogę to cisnąć to do przodu i tyle.

Jakieś tam lekarstwo jednak jest, zażywamy je w sporych dawkach. Między innym tak jak na tym zdjęciu. Tego się trzymam i życzę wszystkim idealnych cukrów.

Foto: Tomasz Jendrzejczyk - Fotografia

Tata

PS Jedna z firm farmaceutycznych zapłaciła mi sporą kasę aby to napisać.